Czas wyciągnąć babcine szkatułki – broszki to stylowy must have tego sezonu.

Świat mody ma zabawny nawyk popadania w skrajności. Po latach katowania nas estetyką clean girl, beżowymi dresami i „dyskretnym luksusem”, do łask wraca dekoracyjny dekadentyzm. Broszka – dotychczas kojarzona wyłącznie z ciocią na imieninach i królową Elżbietą – stała się pistoletem w ręku stylistów.

Nosisz jedną wielką, komicznie przerysowaną formę na klapie, albo zapinasz trzy różne na pasku od torebki. I nie, nie chodzi o to, że nagle pokochaliśmy tradycję. Chodzi o to, że w świecie szybkich trendów z Shein i Zary, wszystko zaczęło wyglądać dokładnie tak samo. Broszka to desperacka próba powiedzenia: „patrz na mnie, mam osobowość i nie wahałam się jej użyć”.

Psychologia tego trendu jest porażająco prosta: zmęczeni brakiem wyrazu, zaczynamy obwieszać się teksturami, jakby od tego zależało nasze przetrwanie. Przestań więc udawać, że mniej znaczy więcej. Więcej znaczy więcej, a jeśli przypniesz mosiężnego żuka do klapy trencza, ludzie przynajmniej na chwilę odciągną wzrok od swoich telefonów

Podziel się:

Czytaj więcej: