W ostatnich miesiącach łatwo ulec wrażeniu, że wiara stała się nowym trendem. Algorytmy podsuwają nagrania chłopaków z pokolenia Z, którzy cytują Biblię między kolejnymi seriami na siłowni, łącząc dyscyplinę treningową z duszpasterstwem. Czy to prawdziwe religijne przebudzenie, czy tylko iluzja stworzona przez social media?
Zanim okrzykniemy masowy powrót do tradycji, warto spojrzeć na chłodne dane. Badania nad młodym pokoleniem, prowadzone m.in. przez prof. Annę Halafoff, pokazują pełen obraz. Po pierwsze, trend na chrześcijaństwo dotyczy głównie młodych mężczyzn, którzy w konserwatywnych strukturach szukają stabilności, zasad i poczucia przynależności w niepewnym świecie. Po drugie – media społecznościowe potężnie ten obraz wyolbrzymiają. Pokazanie podobnego filmu dwadzieścia razy z rzędu nie oznacza jeszcze ruchu społecznego.
W tym samym czasie młode kobiety masowo odwracają się od religii instytucjonalnej. Skandale, patriarchalna struktura i brak akceptacji dla różnorodności skutecznie wypychają je z kościelnych ław. Nie oznacza to jednak, że Gen Z staje się pokoleniem nihilistów bez wartości.
Zamiast tradycyjnej religii pojawia się duchowość. Aż 38% młodych ludzi deklaruje się jako osoby duchowe, ale nie religijne. Wypisują się z doktryn, ale nie z pytań o sens życia. Dla jednych tą nową przestrzenią jest Tarot, astrologia czy medytacja – traktowane zresztą bez powagi dawnych czasów, z lekkim dystansem i humorem. Dla innych największym sacrum staje się natura, stanowiąca ucieczkę od kryzysu klimatycznego, przebodźcowania i przebodźcowanego miasta.
Pytanie „czy Gen Z wraca do religii?” jest więc zbyt proste. Pokolenie Z po prostu tworzy własny język na opowiadanie o lęku i nadziei. Młodzi nie chcą gotowych pakietów od instytucji. Wybierają z różnych tradycji to, co naprawdę pomaga im przetrwać w świecie, który coraz trudniej uznać za stabilny.

